Skip to main content

Web Content Display Web Content Display

Web Content Display Web Content Display

Web Content Display Web Content Display

Czy tworzyć wytyczne postępowania w krytycznej sytuacji zdrowotnej, do której dochodzi w wyniku zaniedbań?

Włodzimierz Galewicz

W moim tekście wprowadzającym apelowałem do potencjalnych uczestników obecnej debaty, aby wypowiedzieli się w sprawie potrzeby sformułowania rekomendacji na wypadek dramatycznego niedostatku zasobów ratujących życie w polskich szpitalach, a szczególnie oddziałach intensywnej terapii, w dalszym toku szerzącej się teraz (lub też niewykluczonej przyszłej) epidemii. Wypowiedzi, którzy do tej pory byli łaskawi nadesłać zaproszeni specjaliści, są bardzo rozbieżne. Oprócz głosów, które potwierdzają wskazaną w moim apelu potrzebę, są również takie, które ją negują, bądź to dlatego, że szczególne wskazania na wypadek szerokiego kryzysu epidemicznego są w ogóle zbędne, bądź to dlatego, że są one przynajmniej implicite zawarte w ogólniejszych regulacjach prawnych czy też rekomendacjach medycznych, które zostały już sformułane.

O krok dalej w krytycznym stosunku do idei formułowania specjalnych wytycznych dotyczących racjonowania intensywnej terapii w warunkach szerokiej epidemii posuwa się dr hab. n. med. Mariusz Piechota (w dalszym ciągu odnosząc się do wypowiedzi uczestników obecnej debaty będę dla prostoty pomijał ich tytuły naukowe, prosząc ich o wyrozumiałość oraz o wzajemność). Zwraca on najpierw uwagę, że różnego typu niedobory w opiece zdrowotnej, a szczególnie w dziedzinie intensywnej terapii „mogą wynikać ze skali ‘masowego zagrożenia zdrowia’, jak i z uprzednich różnego rodzaju zaniedbań, które miały, ale nie powinny – obiektywnie oceniając – mieć miejsca”. Następnie zaś pisze:

„Jeśli dramatyczny niedostatek zasobów wynika przede wszystkim nie z olbrzymiej skali „masowego zagrożenia zdrowia”, a z uprzednich różnego rodzaju zaniedbań systemowych, organizacyjnych, prawnych czy innego rodzaju nie powinien być on w żaden sposób „legalizowany”, w tym poprzez „formułowanie rekomendacji na wypadek dramatycznego niedostatku zasobów ratujących życie w polskich szpitalach, a szczególnie oddziałach intensywnej terapii, w dalszym toku obecnej (lub też niewykluczonej przyszłej) epidemii”. Co więcej, gdyby do takiej legalizacji doszło mogłoby to stanowić swego rodzaju zachętę dla instytucji i osób organizujących i finansujących opiekę zdrowotną, do likwidowania szpitali, oddziałów czy ograniczania nakładów w okresie „normalności”, bo przecież istnieje odpowiednia procedura „na wypadek niedostatku zasobów ratujących życie”.”

Tak więc zdaniem Mariusza Piechoty tworzenie wytycznych dotyczących postępowania w sytuacji, do której doszło wskutek różnego rodzaju zaniedbań – a przecież z taką właśnie sytuacją mamy obecnie niewątpliwie do czynienia w polskich szpitalach czy też ośrodkach opieki długoterminowej – byłoby nie tylko niepotrzebne; byłoby ono wręcz społecznie niewłaściwe. Czy jest to stanowisko słuszne?

Otóż trzeba najpierw przyznać, że jest ono emocjonalnie w pełni zrozumiałe. Nawet osobie spoza środowiska medycznego nietrudno wczuć się w głęboką etyczną irytację medyków, którzy często nie ponoszą osobistej, ani nawet zbiorowej odpowiedzialności za dramatyczną sytuację w ochronie zdrowia czy też w opiece nad osobami niesamodzielnymi, a teraz zaleca się im brać udział w tworzeniu rekomendacji, przynajmniej w jakimś stopniu moderujących ten społeczny dramat! Obrazowo mówiąc, chociaż kto inny nabrudził, teraz to oni mieliby sprzątać i nieuchronnie brudzić sobie ręce!

Rozumiejąc te motywy stanowiska, które tak trafnie i dobitnie wyraża Mariusz Piechota (a które przypuszczalnie podziela także wielu innych medycznych profesjonalistów), nie mogę jednak nie zwrócić uwagi na pewne jego słabości lub jednostroności.

Po pierwsze, nie jest chyba prawdą, że członkowie polskiego środowiska medycznego, a zwłaszcza jego zarządzających gremiów, nie ponoszą żadnej, ale to żadnej odpowiedzialności za stan polskiej ochrony zdrowia. Zgodnie z art. 71. Kodeksu etyki lekarskiej „Lekarz ma obowiązek zwracania uwagi społeczeństwa, władz i każdego pacjenta na znaczenie ochrony zdrowia, a także na zagrożenie ekologiczne”. Oczywiście większość lekarzy powie, że nie zaniedbywali tego obowiązku – że zwracali uwagę, i to wielokrotnie (na przykład na zdrowotne niebezpieczeństwa związane z paleniem węglem i zanieczyszczeniem powietrza), tyle że nikt ich nie słuchał. Myślę jednak, że niejeden z medycznych profesjonalistów – a zwłaszcza medycznych administratorów – powinien zastanowić się w swoim sumieniu, czy rzeczywiście to czynił, a jeżeli tak, to  czy dostatecznie często, stanowczo i jednoznacznie.

Po drugie, zarysowana sytuacja nie jest na pewno jedyną, w której lekarz musi robić coś, czego wolałby nie robić, dlatego, że kto inny zrobił coś, czego nie powinien. Lekarz, który amputuje pacjentowi nogę, zgangrenowaną w wyniku zaniedbanej postrzałowej rany, nie staje się przez to wspólnikiem bandyty, który zadał tę ranę, ani też kogoś, kto o nią w odpowiednim czasie nie zadbał.

Po trzecie wreszcie – i  co najważniejsze – wytyczne racjonowania intensywnej opieki w sytuacji dramatycznego niedoboru zasobów, przeznaczone dla lekarzy „z pierwszej linii frontu”, nie muszą wcale wyręczać innych podmiotów i zwalniać ich z obowiązku zadbania o dostateczną ilość tych zasobów. Jak podkreślają autorzy włoskich wytycznych, sformułowanych w związku z pandemią Covid-19:

“The application of restrictive (rationing) policies is justifiable only if all the relevant stakeholders (“task forces,” hospitals, institutions) have already tried to increase the availability of resources and have already assessed the feasibility and safety to transfer patients to other hospitals” (Vergano, M., Bertolini, G., Giannini, A. et al. Clinical ethics recommendations for the allocation of intensive care treatments in exceptional, resource-limited circumstances: the Italian perspective during the COVID-19 epidemic. Crit Care 24, 165 (2020). https://doi.org/10.1186/s13054-020-02891-w).